Etap Nowy Most - Kamień

ETAP 8 – Nowy Most - Kamień

 

Architektura domków, jadalni i sanitariatów w Nowym Moście jest prawie identyczna jak Ukcie, z tym, że jest ich znacznie więcej. Kiedyś, gdy po szlaku Krutyni regularnie płynęły 20 osobowe zespoły turystów, w tej stanicy był dzień przerwy i spotykały się tu i nocowały dwie grupy. Przenocujmy i my. Stąd też blisko do Parku Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie lub do Galindii. Najlepiej wypożyczyć rowery i po południu odwiedzić jedno z tych, naprawdę atrakcyjnych miejsc.

Gdy następnego dnia popłyniemy dalej to przygotujmy się na to, że przez okres ponad dwóch godzin nie będziemy mogli wysiąść z kajaka. To z jednej strony zakaz wchodzenia na teren rezerwatu, z drugiej zaś prozaiczny fakt niedostępności bagnistych brzegów rzeki i jeziora.

Pisałem już poprzednio, że Krutynia na każdym odcinku zmienia swój charakter. Z wesołej, pędzącej z pluskiem pośród kamieni, płytkiej rzeczki stopniowo przekształciła się w stateczną, solidną rzekę.

Dziś mamy okazję zobaczyć Krutynię szeroką miejscami na ponad dwadzieścia metrów i głębokości dochodzącej do pięciu metrów. Woda jest też inna, ciemna, zabarwiona drobinami iłu. Pod swą powierzchnią zapewne kryje niejedną tajemnicę. Dawno temu, gdy Krutynia jeszcze nie została objęta przepisami rezerwatu, płynąłem tu wraz z grupą Białorusinów. To byli wspaniali turyści, a jeszcze lepsi rybacy. Jakie ogromne ryby potrafili złowić. Którejś nocy zastawili się na sumy, już ciągnęli blisko metrową bestię, ale w ostatnim momencie pękła linka i ryba z ogromnym pluskiem uciekła. Do dziś zapewne ma już kilka metrów długości? Może chowa się w pasmach falujących pod nami wodorostów?

Wkrótce dotrzemy do jeziora Gardyńskiego. Wcześniej, kilkadziesiąt metrów przed końcem rzeki zwróćmy jeszcze uwagę na jej oba brzegi. Wśród wysokich trzcin możemy zobaczyć ogromne żeremia bobrowe. Są zamieszkałe, bowiem wyraźnie widać świeżo wydeptane korytarze i kawałki okorowanych gałęzi. Gdy spojrzymy w górę, może dojrzymy krążące pod chmurami ciemne sylwetki potężnych ptaków. To para orłów bielików, która ma gniazdo w pobliskim lesie.

Jezioro Gardyńskie jest melancholijne. Nie, nie dlatego, że tu kończy swój bieg geograficzna Krutynia, - to jezioro zwyczajnie ginie. Obserwuję je przez ponad trzydzieści lat i z roku na rok jest płytsze. Wysepki mułu ze sterczącymi kępkami osoki i wiechetkami sitowia zajmują coraz większy obszar, coraz dalej wkraczają przybrzeżne oczerety. Wystarczy poruszyć denną warstwę mułu, aby powierzchnia wody zagotowała się od wypryskujących baniek, cuchnącego siarkowodorem, gazu błotnego. Nie ma tu ryb poza niewielkimi piskorzami i kolczastymi ciernikami. To typowe jezioro atroficzne, do którego Krutynia, co roku niesie gigantyczne masy błota, gnijących roślin i tego wszystkiego, co pozbiera na swoim szlaku. Pomimo tego jezioro jest piękne, szczególnie jesienią. Upodobały je sobie stada łabędzi, które gromadzą się w jego północnej części, aby przygotować się do dalekiej podróży. Prowadzą długie dyskusje, ćwiczą starty i lądowania, uzgadniają trasę przelotu, wybierają przewodników poszczególnych kluczy. Trwa to niekiedy kilka tygodni. Aż przychodzi ten dzień, ten poranek, kiedy setki białych ptaków podrywają się jednocześnie i z ostrym świstem lotek suną w trójkątnych kluczach na Południe.

Wy też powędrujecie, tylko, że nie na południe, a na wschód. Uważnie wypatrujcie głębszego przejścia pomiędzy ławicami mułu i kępami sitowia. Płynąc na prawo powinniście trafić na wąski korytarz w trzcinach oznaczony specyficznym drogowskazem z odwróconego do góry korzeniami drzewa. Lekki prąd strugi wyprowadzi Was na ciąg uroczych jeziorek Malinówko i Jerzewko. Płytkie, miejscami wąskie, ściśnięte rozchwianymi łanami trzcin, gdzie indziej rozszerzają się aż pod ścianę lasu. Pełne kaczek, łabędzi i nurkujących perkozów. Przy odrobinie szczęścia można wypatrzyć stadko gęsi traczy lub rzadko spotykaną na Mazurach białą czaplę. A może przemknie przed Wami błękitno pomarańczowy zimorodek? Czarny kormoran, stojący na wysuniętym z wody kołku, rozpostarł skrzydła i suszy je na wietrze. W tej pozycji, gdy jeszcze kręci głową, do złudzenia przypomina sylwetki carskich, dwugłowych orłów z moskiewskiego Kremla.

Na te jeziorka rzadko docierają hałaśliwe grupy pseudo turystów i to chyba ostatni moment, gdy na spływie możecie poczuć tak bezpośrednią bliskość natury. Dlatego nie śpieszcie się a raczej utrwalcie te widoki w pamięci i na zdjęciach.

            W końcu jeziora Jerzewko wpłyniecie w wąskie koryto rzeczki Iznoty. Gdy na lewym brzegu zobaczycie pierwsze zabudowania warto zwolnić, aby przyjrzeć się dokładniej tym nietypowym budowlom. Stojący na wzgórku, drewniana domek letniskowy, przypominający bajkową chatkę, zawsze jest otoczony pięknie rozplanowaną zielenią z setkami wielobarwnych kwiatów. Leżące nieco dalej domostwo ma zupełnie inny charakter. To jest obejście, stylizowane na średniowiecze, z ogromnym kamiennym budynkiem, podwórcem pełnym dziwnych rzeźb, zabudowaniami gospodarczymi i przystanią. Nie miałem okazji, aby dokładniej zwiedzić ten dziwny obiekt, ponieważ co parę kroków stoją tablice z zakazem wstępu. A potem, potem krótki postój przy moście gdzie stoi barobus i WC.

            Za mostem rzeka wkrótce się kończy i poprzez gęstwinę trzcin powoli otwiera się ogromna przestrzeń zatoki Iznockiej i jeziora Bełdany. To zupełnie inny świat, dziesiątki żaglówek, skutery wodne, policyjna motorówka, statki Żeglugi Mazurskiej, rzędy tyczek znakujących miejsce zastawienia węcierzy – to już nie ta spokojna Krutynia. A dodatkowo na Bełdanach, podobnie jak na Mokrym, o wszystkim decyduje siła i kierunek wiatru. Jeśli wieje od północy, i nie jest zbyt silny - to sama radość. Gdy dmucha od południa, a do tego na wierzchołkach fal widać białe grzywki, - to będzie trudno! Na szczęście do stanicy jest naprawdę nie daleko, - około dwóch kilometrów. Łatwo poznacie miejsce gdzie trzeba skręcić w prawo do przystani, bowiem na brzegu stoi wysoki maszt z reflektorami. Maszty takie postawiono na Mazurach po tragicznym uderzeniu „białego szkwału” w 2007 roku. Mają za zadanie, poprzez stopniowaną częstotliwość błysków, ostrzegać wodniaków o zbliżającym się froncie burzowym.

            Kamień, to duża stanica. Z portem jachtowym, dużą stołówką i barem, ale spać będziecie prawdopodobnie w Puchatkach. Jako, że w domku nie posiedzicie sobie, więc wieczorem warto wybrać się do nieodległych leśnych jeziorek. Przed paru laty znalazłem tam stanowisko rosiczek. Może Wam także się uda obejrzeć te nader ciekawe i rzadkie „mięsożerne” roślinki. A może zdążycie wpaść do Galindii – warto!

 

>>> dalej - Etap Kamień - Ruciane-Nida

Krutynia etap Nowy Most - Kamień