Etap Bieńki - Babięta

ETAP 2 – Bieńki - Babięta

 

            Ten odcinek jest zdecydowanie krótszy i łatwiejszy, ale równie atrakcyjny. W ogóle, każdy etap krutyńskiego spływu różni się zasadniczo od pozostałych. Inna jest rzeka i jeziora, inne brzegi i mijane miejscowości. Różnice te, nie sprowadzają się tylko do innych nazw. Wąskie i płytkie strugi z czasem przekształcą się w szeroką i głęboką, na 5 – 6 metrów rzekę, nadbrzeżne krzaki i oczerety zastąpi puszczański starodrzew, a wiatr i fale na Mokrym i Bełdanach mogą przypominać wzburzone morze. Ale to wszystko jeszcze przed Wami. Wracajmy, więc na dzisiejszy etap, który można określić jako wybitnie rzeczny. Jeśli przepłyniecie około kilometra przez jezioro Białe i nieco ponad dwa kilometry przez jezioro Gant to reszta trasy będzie polegała na meandrowaniu w korytarzu wysokich oczeretów i grądowych lasów. Rzeka czasami rozlewa się leniwie wśród bagnistych olsów, aby za chwilę przyśpieszyć w nagłych skrętach u podnóża piaszczystych wydm. Na dwa kilometry przed stanicą natkniecie się na wodne skrzyżowanie, bowiem z prawej strony dopływa rzeczka Babant. Kilkanaście lat temu pływałem nią do całego ciągu uroczych jeziorek: Tejsowa, Krawna i Krawienka. Obecnie tereny te, będąc ostoją dzikiej przyrody, są zamknięte!! Tak, więc na skrzyżowaniu płyńcie w prawo!! Żartuję, - oczywiście płyńcie w lewo!!! A stanicę w Babiętach, a właściwie stołówkę z rozległym tarasem widokowym zobaczycie już z daleka.

            Jako, że do Babięt dopłyniecie stosunkowo wcześnie proponuję przed obiadokolacją wziąć aparat, zsunąć ze skarpy kajak i popłynąć na przyrodniczą sesję fotograficzną. Sceneria jest wspaniała, wystarczy, że powiosłujesz kilkaset metrów w górę Babięckiej Strugi i znajdziesz setki motywów, wspaniale oświetlonych zniżającym się już słońcem. Białe kwiaty nenufarów, żółte kulki grążeli, oplecione pajęczyną trzcinowe kitki, czarne niczym heban pnie zatopionych drzew, podrywające się z wody kaczki, zadumane czaple, ważka błyszcząca niczym klejnot …...

            Oczywiście w trakcie spływu będzie jeszcze wiele okazji do zrobienia interesujących zdjęć, ale tu warto zacząć. Po pierwsze, nikt Ci nie będzie przeszkadzał, bowiem na tym odcinku, po południu napotkasz niewielu kajakarzy. Po drugie, to świeżość spojrzenia, bowiem w miarę upływu dni człowiek obojętnieje na otaczające go piękno. A warto je utrwalić, aby w jakiś zimowy wieczór powrócić tu we wspomnieniach

            W tym momencie przypomniałem sobie jeszcze jedną atrakcję, którą przed wielu laty urządziliśmy w Babiętach, – nocny spływ. Obecne przepisy zabraniają turystycznego pływania po zachodzie słońca, ale wtedy takich rygorów nie było. Zaraz po kolacji i krótkim ognisku, ustawiliśmy nasze canoe tuż nad wodą i poszliśmy do domków, aby się nieco zdrzemnąć. A właściwie poleżeć z zamkniętymi oczyma do północy, aby wzrok przyzwyczaić do ciemności.

            Punktualnie o 24-tej spotykamy się na przystani. Mamy latarki, ale ich nie zapalamy. Nieco światła rzuca latarnia przy stołówce i rogalik księżyca, który wysuwa się zza lasu. Cicho spuszczamy łódki, cicho odbijamy od brzegu i nawet odruchowo mówimy szeptem. Sceneria jest niesamowita. Struga, po której bez kłopotu płynęliśmy za dnia, w nocy zmieniła się w szeroką, tajemniczą rzekę. Ciemna, podobna do smoły woda leniwie snuje się pod warstwą mgły i jedynie w nurcie srebrzy się księżycowymi refleksami. W zwodniczej poświacie każdy krzak, każdy pęk oczeretu rozrasta się i złośliwie zagradza nam drogę. Co chwila musimy przeciskać się i lawirować w gęstwinie sitowia i skłębionego zielska. Co chwila musimy zgarniać z twarzy roje meszek i odganiać kosmate ćmy. Co chwila, tuż obok nas przemykają szybkie cienie nietoperzy, a niesamowitą ciszę podkreśla plusk wody i dalekie odgłosy nocnych ptaków. Jakże przerażające jest nagłe poderwanie się pary kaczek, które z głośnym kwakaniem, w bryzgach wody, wzlatują niczym rakiety, tuż przed dziobem kanoe. Jakże przerażające jest donośne „uhu” puchacza, któremu prawdopodobnie zepsuliśmy polowanie.

            Syci nocnych wrażeń po godzinie wracamy. Przepłynęliśmy nieco więcej niż kilometr, ale wspomnienia tej wyprawy utrwaliły się na długo!

>>> dalej - Etap Babięta - Spychowo

Krutynia etap Bieńki - Babięta