słowo wstępne

KRUTYNIA Tadeusz Rufiński

 

            Już od kilkunastu lat nosiłem się z zamiarem napisania czegoś w rodzaju informatora - poradnika dotyczącego spływu po Krutyni. Sądzę, że ponad 50-to letni staż kajakarski i niewiele krótszy okres prowadzenia spływów po tym szlaku, obliguje do podzielenia się doświadczeniami i przekazania, przynajmniej części z mego zauroczenia tą rzeką. W 2006 roku zacząłem opisywać środkowy fragment szlaku, ale jak to zwykle bywa z planami, do przedstawienia całości wciąż brakowało czasu i weny, - aż do tegorocznej wiosny. Tak gdzieś pod koniec maja zadzwonił do mnie Karol, kolega z liceum:

            - Cześć stary! Jak ci leci? Mam do ciebie prośbę! Słyszałem, że jeszcze działasz w PTTK-u? Pomóż mi znaleźć fajne miejsce na wypoczynek. Chcę pokazać wnukowi jakiś ładny kawałek Polski. Z rodzicami jeździł już do Egiptu i na Lazurowe Wybrzeże, ale ja chcę przekonać go, że u nas też jest pięknie.

            - Wspaniale, że dzwonisz! Na pewno coś znajdziemy. Może bez piramid i wielbłądów, ale zapewniam Cię, że równie atrakcyjne. A ile lat ma wnuczek?

            - Kuba, ile ty masz lat? Mówi, że dziesięć i że chciałaby gdzieś nad wodą, bo w szkole, przed wakacjami skończy naukę pływania.

            - No to pierwszorzędnie. To miejsce gdzie pojedziecie nazywa się „Szlak Krutyni”!

            - Krutynia? Coś słyszałem, to chyba na Mazurach?

            - Na Mazurach, zgadza się! Musisz mieć, co najmniej dziesięć dni urlopu!

            - Stary, ja urlop mam na okrągło, przecież od paru lat jestem, tak jak ty, na emeryturze!

            - Karolku, przepraszam, to tak z przyzwyczajenia! Rozumiem, że w lipcu, albo sierpniu możecie jechać. Zaraz podam Ci stronę w internecie to wybierzecie sobie odpowiedni termin spływu.

            - Czekaj, czekaj. Nie tak szybko. Ty mnie najpierw opowiedz o tej Krutyni. Jakie tam warunki? Co trzeba zabrać ze sobą? Czy Kuba da sobie radę? O, - czy to niebezpieczne? Ja kilka lat temu, pływałem na kajaku, ale wnuk jeszcze nie próbował.

            - Kuba na pewno da radę! Zarezerwuj sobie w PTTK-u dogodny termin, a jeśli chodzi o szczegóły to musisz poczekać parę dni. Zaraz siadam i opiszę Ci wszystko, co trzeba wiedzieć przed wyruszeniem na Szlak Krutyni.

*****

            No cóż, słowo się rzekło i trzeba zabrać się do roboty. Na szczęście taka robota to prawdziwa przyjemność, bowiem Krutynia potrafi zauroczyć. Znam sporą część polskich szlaków kajakowych, poznałem piękne rzeki Litwy i Białorusi, pływałem w Niemczech, ale na Krutynię zawsze wyruszam z radością i nadzieją na nowe doznania i przygody.

            Topograficznego i hydrologicznego opisu szlaku nie będę Ci robił. Sporo informacji znajdziesz w internecie, ale najwięcej wiadomości przeczytacie sobie w wydanym ostatnio przez „Mazury PTTK” składance pt. „Rzeka Krutynia i okolice”, zawierającej szczegółowe mapy, opis szlaku, informacje historyczne i geograficzne oraz sporo zdjęć. Upomnij się o ten przewodnik w Sorkwitach. Postaraj się, przed wyjazdem, przeczytać nieco literatury: I.Gałczyński, M. Wańkowicz, K.Małłek…. Warto, bowiem będziesz mógł lepiej zrozumieć tę jakże specyficzną, mazurską krainę lasów i jezior o nader splątanej historii.

            Nie będę opisywał i oceniał poszczególnych stanic PTTK. Każda ma swoje specyficzne, indywidualne walory. Każda, pomimo niekiedy podobnej architektury, jest inna i zapewniam cię, że z każdej wyniosłem sympatyczne wspomnienia.

            Do stanicy w Sorkwitach, gdzie jest początek spływu, najlepiej dotrzeć własnym samochodem, będziesz go mógł zostawić na tamtejszym parkingu. W ramach wpisowego, po zakończeniu trasy, macie zapewniony bezpłatny powrót do Sorkwit. Można także dojechać PKS-em, ale jest to nieco skomplikowane.

            Bardzo dobrze, że wnuk nauczył się pływać. To, że Ty też umiesz, dobrze pamiętam z naszych wspólnych wypadów nad rzeczkę. Fakt, że uczestnik spływu jest oswojony z wodą ma bardzo duże znaczenie i dla bezpieczeństwa i dobrego samopoczucia. Zawsze powtarzam, „Że nie trzeba bać się wody, ale trzeba mieć dla niej respekt i lubić ją”.

            Na Wasze szczęście obecny spływ po Krutyni nie wymaga ani specjalnej kondycji ani dużego doświadczenia w posługiwaniu się wiosłem. Obecne kajaki z tworzyw sztucznych są naprawdę wygodne i bezpieczne. Obecne kamizelki ratunkowe w niczym nie przypominają dawnych, korkowych, a i wiosła są zdecydowanie lżejsze i wygodniejsze. A płynący wraz z grupą przewodnik PTTK pomoże przy wszelkich wątpliwościach i problemach.            

            Od kilku, a może nawet kilkunastu lat, PTTK wprowadziło na szlaku Krutyni dodatkowe udogodnienie. Dawniej każdy uczestnik musiał cały swój osobisty bagaż codziennie ładować do kajaka i płynąć z nim na poszczególnych etapach. Obecnie, w ramach wpisowego, zapewniony jest transport samochodowy. Trzeba jedynie, przed wypłynięciem, złożyć bagaże w wyznaczonym domku i odebrać je w następnej stanicy. Proponuję abyś spakował rzeczy swoje i Kuby do dwóch plecaków lub lekkich toreb turystycznych. Zdecydowanie odradzam wszelkie walizki, szczególnie te na kółkach. Niekiedy będziesz musiał przenieść bagaże, kilkadziesiąt metrów po piaszczystym, a być może i mokrym terenie, pomiędzy domkami.

            W trakcie spływu macie zapewnione spanie w stanicach PTTK. Przyznaję, że warunki są, delikatnie mówiąc, rozmaite. Są czteroosobowe tzw. „góralskie domki”, - dwie osoby śpią na parterze i dwie na poddaszu. Niektóre mają umywalki z bieżącą wodą. Są, tzw. „Puchatki”, – czyli dwuosobowe budki, w których zaleca się przebywać wyłącznie w pozycji horyzontalnej. Są też pośrednie rozwiązania, od trzech-, do pięcioosobowych domków. Ta rozmaitość w warunkach noclegowych ma też swój specyficzny urok.

            Wracając do tematu, czyli niezbędnego wyposażenia, sugeruję abyś wziął lekki śpiwór, bowiem noce nad wodą potrafią być chłodne. Na starcie, w Sorkwitach dostaniecie dwa prześcieradła i poszewkę na poduszkę, więc jak zabierzesz pidżamę to kwestię spania będziecie mieli, rozwiazaną. A jeśli chodzi o rzeczy osobiste to musisz mieć dwie pary butów. Jedne, to coś w rodzaju adidasów, niezbędnych do pieszych wędrówek po okolicy, drugie, to najtańsze „tenisówki”, w których można wejść do wody. Przydadzą się wam na tych odcinkach, gdy trzeba będzie holować kajak na płyciznach. Przydadzą się także podczas wsiadania i wysiadania z łodzi. Musicie przyjąć to jako zasadę – „Nigdy nie wchodzę do nieznanej wody na bosaka”. Na dnie mogą leżeć kawałki szkła, ostre muszle i kamienie, oraz cała masa innych niebezpiecznych przedmiotów. A skaleczenie nogi na zardzewiałym drucie kolczastym skończyć się może fatalnie. Nie polecam gumowców, ponieważ łatwo nabierzesz do nich wody i przez cały spływ będą mokre. Ja, od paru lat, na spływy, zabieram solidne sandały, z grubą, gumową podeszwą, zapinane na rzepy. Takie obuwie błyskawicznie schnie i dobrze zabezpiecza nogi.  

            Z ubrania najlepiej sprawdzają się stare, przechodzone jeansy, jakieś krótkie portki, dwie bawełniane koszule z długim i krótkim rękawem, ze dwa komplety bielizny osobistej, kąpielówki i dwie pary skarpetek. I koniecznie nakrycie głowy, - jakąś czapkę z daszkiem lub kapelusz. Pamiętaj też o okularach przeciwsłonecznych! Na chłodniejsze wieczory zabierzcie bluzę od dresu lub lekki polarek.

            Kłopotliwą kwestią jest wybór ubrań przeciwdeszczowych. Osobiście polecam lekką kurtkę z kapturem i cienkie spodnie z nieprzemakalnej tkaniny. Komplet takowy chroni przed przemoczeniem w trakcie ulewy, ale blokując jednocześnie wysychanie potu powoduje, że pod spodem i tak wszystko jest wilgotne. Co prawda są dostępne ubrania z tkaniny „oddychającej” ale w przypadku ciepłego deszczyku uważam, że lepiej rozebrać się do kąpielówek aby potem przebrać się w suche rzeczy. Podobnie, mam mieszane uczucia, jeśli chodzi o rękawiczki wioślarskie. Sam używałem je tylko jeden raz, gdy miałem skaleczoną rękę. Sądzę, że wystarczy, gdy kupisz takowe dla Kuby.

            Weźcie ze sobą niezbyt wielkie ręczniki, - duże, kąpielowe nie zdają egzaminu, bowiem długo schną. Oczywiście zabierz mydło i inne przybory toaletowe oraz z pół rolki papieru toaletowego. W każdej stanicy jest łazienka i można się umyć w ciepłej wodzie lub pod prysznicem (w niektórych stanicach prysznic jest bezpłatny). Przyda się także kilka metrów sznurka i klamerki do rozwieszenia upranych lub przemoczonych na deszczu ubrań.

            Nie zapomnij zabrać swoich lekarstw, a dodatkowo dorzuć parę plasterków, aspirynę, bandaż. Koniecznie weźcie krem przeciwsłoneczny z dużym filtrem UV i przed wyruszeniem na trasę smarujcie nim odsłonięte miejsca. Zapewniam, że nawet przy lekkim zachmurzeniu słońce robi swoje! Zabierz także jakiś repelent przeciw komarom. W ostatnich latach jakoś mniej jest tych „krwiopijców”, ale nigdy nie wiadomo. A jednocześnie możesz tym środkiem zabezpieczyć się przed kleszczami, a to zawsze warto zrobić!

            Cóż jeszcze? Niewielka latarka, scyzoryk, kilka agrafek, telefon i ładowarka, aparat fotograficzny. Oczywiście trzeba zabrać dokumenty: dowód osobisty, legitymację PTTK, weź także legitymacje - twoją emerycką i szkolną Kuby. Ile wziąć pieniędzy musisz sam zdecydować. Wyżywienie w stanicach jest naprawdę dobre i wystarczające. Moim zdaniem na zakupy w nadbrzeżnych barach, jakieś piwko w stanicy, niewielkie opłaty za zwiedzanie zabytków, śluzowanie itp. z powodzeniem wystarczy po 100 zł na osobę. Na trasie potrzebna będzie gotówka, ponieważ skorzystanie z bankomatu lub opłacenie kartą praktycznie nie jest możliwe.

            Wszystkie te rzeczy zapakuj, tak jak wspomniałem wcześniej, do plecaków lub toreb, ale weź ze sobą jeden lub dwa niewielkie, szczelnie zamykane, nieprzemakalne worki z podgumowanej tkaniny. Można je kupić w sklepach sportowych. W trakcie spływu włożysz do nich dokumenty, aparaty - telefoniczny i fotograficzny, otrzymany w stanicy lunch, mini apteczkę, ubranie p. deszczowe itp. niezbędne na trasie rzeczy. Zdecydowanie odradzam używanie do tego celu np. plastikowych reklamówek. Z pewnością włożone do nich rzeczy zamokną, o ile nie wysypią się przy najbliższej okazji.      

            I to chyba będzie wszystko, co wiąże się z przygotowaniem. Jak sobie jeszcze coś przypomnę to zadzwonię do Ciebie!

            Aha, już przypomniałem sobie: weź śpiewnik rajdowy, na pewno przyda się w trakcie wieczornych posiadów przy ognisku.

            A teraz trochę „lirycznej omasty” jak mawiał Tońcio z Wesołej Lwowskiej Fali. Spróbuję upewnić Cię, że na Krutynią koniecznie trzeba popłynąć, aby dosłownie i w przenośni zanurzyć się w mazurskich klimatach. Nie chcę „na siłę” przekonywać Cię, że to jest najpiękniejsza rzeka na świecie i że na spływie doświadczycie jakichś niesamowitych przygód i emocji. Chcę jedynie udowodnić, iż szlak Krutyni, powiem to bez wahania, jest wyjątkowy w skali Europy. Że to unikalny, żyjący ciąg rzek i jezior, które człowiek, tylko w kilku promilach i bez powodzenia, próbował „zmodernizować”, tj. zmeliorować, wyprostować, skanalizować. Na szczęście zachowały się tu naturalne cieki wodne pozbawione zanieczyszczeń przemysłowych i na wielu odcinkach posiadające zerową i pierwszą klasę czystości. Krutynia to jedyne w swoim rodzaju zbiorowisko unikatowej flory i fauny. To miejsce z pogranicza kultur i obyczajów, o niebywale skomplikowanej historii, tej dawnej i tej współczesnej. I to właśnie decyduje o jej wyjątkowym charakterze, który, jestem pewien, - spodoba się Tobie i Kubie!

            Ale, aby zobaczyć te wszystkie wspaniałości i odkryć krutyńskie tajemnice trzeba wiedzieć, czego się szuka i włożyć nieco wysiłku w te poszukiwania. To tak jak ze zbieraniem grzybów. Grzybiarz musi zejść z utartej ścieżki i przedzierając się przez krzaki bacznie przyglądać się wszystkim leśnym elementom. Obserwować drzewa, mech, podszycie, wilgotność ziemi i dopiero wtedy, gdy pozna ich wzajemne powiązania może liczyć na obfity zbiór.

            Na rzece i na jeziorze także nie trzeba pędzić naprzód, byle prędzej pokonać etap lub dotrzeć do baru z piwem. Spływ jest doskonałą okazją, aby wyciszyć się, zwolnić i zacząć obserwować otoczenie. Nauczyć się dostrzegać naturę w każdym jej wymiarze i szczególe. Zatrzymać się na chwilę w zatoczce. Zachwycić się kolorami, poczuć zapachy. Wsłuchać się w ciszę, - która wcale nie jest ciszą, bowiem pełno w niej odgłosów przyrody.

            Karolku, drogi Przyjacielu, wybacz mi te nieco infantylne zalecenia, ale my, - mieszczuchy zatraciliśmy sporą część naszych zmysłów, więc korzystajmy z każdej okazji, aby je, choć częściowo, odzyskać. To nie żart, - ludzie przyjeżdżający na Mazury z dużych miast, muszą przynajmniej dwa dni „aklimatyzować” się do czystego powietrza i wody, oraz do tutejszej ciszy.

            A teraz spróbuję opisać Ci parę moich mazurskich doznań, przeżyć i doświadczeń, które mogą być wskazówką dla Waszych poszukiwań i odkryć. Z pewnością pomoże w tym przewodnik PTTK, który będzie Wam towarzyszył, ale nie zaszkodzi, gdy w trakcie spływu, wieczorami będziesz mógł przeczytać o tym, co czeka Was na najbliższym etapie i jakie mogą Was spotkać przygody.

 

>>> dalej - Etap Sorkwity - Bieńki